Czyli siła złego na jednego, lub jeśli wolisz, — I Herkules d..a kiedy ludzi kupa. Jak z tego jasno wynika, albo za chwilę wyniknie, rzecz będzie o kreowaniu wizerunku.
Ile razy słyszałaś lub słyszałeś powiedzenie:
„Jeśli trzy osoby mówią ci, że jesteś pijany, to choćbyś nigdy w życiu nie miał w ustach alkoholu, zamiast z nimi dyskutować, po prostu się połóż i wytrzeźwiej.”
Że to drastyczny przykład i dla wielu nieadekwatny?
To posłuchaj tego:
„Jak cię widzą, tak cię piszą!”
I z tym, to już naprawdę trudno dyskutować.
Możemy mieć bardzo silne przeświadczenie, pewność nawet, że to my sami budujemy swój wizerunek i że jesteśmy dokładnie takimi ludźmi, jakimi sami siebie postrzegamy. No może i jesteśmy. Tylko dla świata jeszcze nic z tego nie wynika. Niestety!
Popatrz na polityków. Płacą ogromne pieniądze za szkolenia i kampanie związane z kreowaniem pozytywnego wizerunku w oczach wyborców. A tylko niektórym udaje się pożądany wizerunek zbudować.
Na przykład Marian Krzaklewski, gdy był kandydatem na prezydenta RP, nie mógł się oduczyć zadzierania brody do góry, co sugerować mogło na przykład wyniosłość.
Albo Jan Maria Niemcy Mnie Biją Ratunku Rokita, który nie był w stanie nigdy do końca zapanować nad swoja prawa ręką i prędzej, czy później, podczas swoich wypowiedzi, wykonywał ręka gest, który my wszyscy pamiętamy od dzieciństwa. On nam po prostu groził. I co z tego, że facet jest mądry, inteligentny, pro państwowy, skoro ogół widział człowieka wygrażającego palcem?
Z drugiej strony pamiętasz Premiera Donalda Tuska, sprzed jego debaty telewizyjnej z Jarosławem Kaczyńskim w 2007 roku? Toż nawet jego najbliższe otoczenie do końca się zastanawiało, po co mu ta klęska. I co?
Pan Premier przyszedł do studia i wykreował swój wizerunek na taki, jaki był dla wielkiej części wyborców do zaakceptowania. Pokazał się z zupełnie innej strony niż wcześniej. Swoją przemianą zaskoczył nie tylko Pana Kaczyńskiego, ale i większość widzów. Platforma wygrała wybory. Bo zaczęto postrzegać go inaczej. To właśnie owa „ludzi kupa”, ich odbiór osoby Pana Premiera, zdecydował o tym jakim premier jest! No może był. Wtedy.
Zaryzykujmy więc stwierdzenie, że nie ma znaczenia, co o sobie myślisz, dopóki nie potrafisz skłonić innych, żeby widzieli cię w ten właśnie sposób.
Ma to swoje dobre i złe strony. Ta zła polega na tym, że nie zostaniesz uznanym geniuszem, jeżeli tylko ty sam o sobie tak myślisz i mówisz. Potrzebujesz do tego kilku osób, które będą cię jako geniusza postrzegać i tak o tobie mówić. To opinia świata zewnętrznego wykreuje twój geniusz.
A dobra strona tego jest taka, że nie ma znaczenia, jak bardzo się boisz na przykład wystąpień publicznych, dopóki umiesz, potrafisz i chcesz podczas najbliższej prezentacji zagrać pewnego siebie. Gdy zagrasz i w grę włożysz swoje zasoby i energie, ludzie którzy na ciebie patrzą, nie będą mieli innego wyjścia, jak tylko stwierdzić „dobra robota”.
Oni nie maja dostępu do stanu twojego umysłu. Widzą wyłącznie Twoje zachowania, które są niczym innym, jak wyrazem emocji, które przeżywasz. Wcale nie musisz się wewnętrznie od razu zmieniać. Wystarczy, że opanujesz niezbędne zachowania, pokazujące twoją siłę, spokój i pewność siebie. A kiedy będziesz już to potrafił zagrać i kilka kolejnych osób będzie ci gratulować doskonałej prezentacji i profesjonalizmu, to co się stanie….?
No właśnie, zaczniesz sam patrzeć na siebie w inny sposób. Przestaniesz się wystąpień publicznych obawiać. A nawet gdyby tak się nie stało, to i tak nie będzie to miało dla Twojego wizerunku znaczenia. Tak długo jak będziesz potrafił to zagrać.
Bo nec Herkules contra plures
Efektywnego kreowania.
Wojtek Grad