Albo jeszcze lepiej, co ludzie pomyślą. Ktoś kiedyś powiedział, że akurat tym, to nie ma się co przejmować, gdyż niestety, nie myślą za często
.
Często właśnie obawa o nasz wizerunek w ICH oczach powstrzymuje nas przed działaniem. Nawet gdy wydaje nam się, że możemy zrobić coś fantastycznego, to sami siebie sprowadzamy na ziemię, próbując wymyślić, jaki to przyniesie oddźwięk ze strony szeroko rozumianej publiczności.
W takim zastanawianiu się generalnie nie ma nic złego. Często powstrzymuje to nas przed zrobieniem naprawdę czegoś bardzo dziwnego, a może nawet głupiego. Jest to zawór bezpieczeństwa dzięki któremu potrafimy dostosowywać się do życia społecznego. Jest wyrazem naszej inteligencji społecznej.
Jak w większości zagadnień jest tutaj również druga strona. Bo gdy za często wszystko, co robisz i mówisz, puszczasz przez pryzmat tego właśnie bezpiecznika, to dokonujesz autocenzury nie tylko tego co chciałbyś powiedzieć, ale również tego, co mógłbyś osiągnąć, gdybyś nagle zrobił, coś innego niż zwykle.
Wszelkie podręczniki dotyczące inwestowania uczą, że najwięcej na rynkach finansowych, zarabiają ci, którzy ustanawiają trendy, a nie za nimi podążają, czy je wręcz gonią. Jeśli masz za sobą jakieś doświadczenia inwestorskie, to wiesz dokładnie, o czym mówię. Jeśli nie masz, to przypomnij sobie, ile razy spotkałeś się w prasie lub innych mediach, z określeniami kryzysu finansowego.
Na czym taki kryzys polega? A no na tym, że mnóstwo ludzie, nagle, traci pieniądze zainwestowane na rynkach produktów finansowych. Ciekawy jestem, czy zdajesz sobie sprawę z tego, że z pieniędzmi jest trochę jak z energią. Energia nie znika. To po prostu jeden rodzaj energii zamienia się w inny. Z pieniędzmi, na rynkach kapitałowych jest podobnie (wykluczając przypadki bankructw, które na przykład na Warszawskiej Giełdzie Papierów wartościowych wcale często się nie zdarzają)
Cały kryzys polega na tym, że pieniądze zainwestowane w akcje, przez drobnych inwestorów, przechodzą do rąk tych, którzy nie oglądali się na to, co ludzie powiedzą i zainicjowali trend wzrostowy na jakieś akcje. Zaczęli kupować, kupowali dużo i konsekwentnie. Wywołali, w ten sposób, trend wzrostowy, do którego zaczęli przyłączać się inni ludzie.
Na rynku jest pewna stała ilość akcji danego przedsiębiorstwa, więc żeby ktoś dalej mógł kupować, to ktoś inny musi chcieć sprzedać. I tak to właśnie wygląda. Najwięcej tracą ci, którzy dołączają się na samym końcu. Odkupują akcje od tych, którzy trend rozpoczęli, gdzieś tam, o dziesiątki procent niżej. I nagle okazuje się, że z jakiegoś powodu więcej jest sprzedających niż kupujących, a trend ze wzrostowego zmienia się na spadkowy. I żeby móc zminimalizować stratę trzeba zaproponować dużo niższa cenę, od tej za która kupiliśmy.
No i znowu do akcji wkraczają ci którzy trend zapoczątkowali. Za nasze własne pieniądze, które zapłaciliśmy im za akcje, odkupują od nas te same akcje za mniejsze dużo pieniądze. Powiem dosadnie! Za nasze pieniądze. W ten sposób sfinansowaliśmy im ponowny zakup akcji. Żadne pieniądze nie zniknęły. Ot po prostu z kilkuset tysięcy kont drobnych inwestorów, którzy nie dość że zainwestowali oszczędności życia, to jeszcze kredytów na to nabrali, pieniądze przepłynęły na klika kont. Nastąpiła kolejna redystrybucja kapitału. Wydojono rynek jak krowę po prostu.
Uczynne banki chętnie w tym pomagają, same mając biura maklerskie, fundusze inwestycyjne i mnóstwo pieniędzy zainwestowanych w rynek kapitałowy. Wiedzą bowiem, że i tak te pieniądze do nich wrócą. To znaczy część akcji odkupimy od nich, a gdy przyjdzie krach, kryzys, bessa, to zwindykują nasze zadłużenie z naszego majątku. Niczym nie ryzykując, napędzają spekulacyjną koniunkturę.
Ten przykład bardzo wyraźnie i dla wielu odczuwalnie pokazuje, co się dzieję gdy bezrefleksyjnie dołączamy do jakiegoś owczego pędu, choćby był on nawet najlepiej przez społeczność postrzegany.
Zadaj sobie pytanie. Kto odnosi znaczące sukcesy? Ci którzy robią to samo i w dodatku tak samo, jak wszyscy dookoła, czy może ci, którzy zaczynają robić coś zupełnie inaczej niż pozostali?
Oczywiście muszą się liczyć z tym, że na początku swojej drogi ludzie będą dla nich mało przychylni, bo są trochę jak kraby, pilnujące, aby żaden
z nich nie wydostała się z koszyka. Być może część nastawiona będzie wrogo, niewykluczone, że będą próbować cie ośmieszać, dewaluować, deprecjonować.
Niektórzy z nich będą to robić z troski o ciebie. Ponieważ mamy skłonność do postrzegania świata z naszej, osobniczej i indywidualnej perspektywy. Więc jeśli mi wydaje się coś dziwne, groźne i nie do przyjęcia, to będę się starał poprzez różne mechanizmy wpływu i perswazji wpłynąć na nich tak, aby im się nic złego nie stało. Mówiąc w skrócie: żeby sobie te głupoty darowali.
Inni ludzie, zrobią to z zazdrości jeszcze inni ze strachu. Bardzo mocno będą starali się wpłynąć na ciebie, abyś nie wystawał poza ramę tego, co uważają za możliwe do przyjęcia i zaakceptowania. No a jeśli się wyróżnisz w jakiś szczególny sposób, zostaniesz z kółka wzajemnej adoracji wykluczony. Obłożony infamią i innymi restrykcjami społecznymi. Przynajmniej przez jakiś czas.
Co z tego wynika?
Kiedy będziesz kolejny raz miał dylemat, zrobić coś, czy nie, bo nie wiadomo, co ludzie powiedzą, zastanów się nad tymi 16 punktami. Być może spojrzenie z tej perspektywy ułatwi ci podjęcie decyzji i konsekwentne działanie.
Wojtek Grad
Wystąpienia publiczne :: 23 -- 24 lutego :: cena 824,10 PLN
Autoprezentacja w biznesie :: 25 -- 26 lutego:: cena 947,10 PLN
Efektywne zarządzanie relacjami w zespole :: 27 -- 28 lutego :: cena 947,10 PLN
Jak sobie pościelesz tak się wyśpisz, czyli przygotowanie do negocjacji :: 8 - 9 marca :: cena 824,10 PLN
Bariery komunikacyjne w pracy :: 10 marca :: cena 370 PLN
Skuteczne rozpoznawanie potrzeb klienta :: 26 -- 27 marca:: cena 824,10 PLN
Inteligencja emocjonalna :: 28 -- 29 marca:: cena 701,10 PLN